Toyota wróciła na najwyższy stopień podium 24h Le Mans po czteroletniej przerwie. Załoga samochodu nr 7, Mike Conway, Kamui Kobayashi i Nyck de Vries, wygrała 94. edycję wyścigu po walce rozstrzygniętej różnicą zaledwie 10,913 s. Według FIA był to najmniejszy odstęp między pierwszym a drugim miejscem w historii FIA World Endurance Championship.
Toyota zaczynała wyścig z odległych 14. i 15. pozycji w klasie Hypercar, ale już na początku zdecydowała się na inną strategię niż część rywali, szukając jazdy w czystym powietrzu. Przez znaczną część doby mocniejszym kandydatem do zwycięstwa wydawał się bliźniaczy samochód nr 8, prowadzony przez Brendona Hartleya, Ryō Hirakawę i Sébastiena Buemiego.
Sytuacja zmieniła się po drugim okresie samochodu bezpieczeństwa w niedzielny poranek. Toyota nr 7 wróciła do walki mimo wcześniejszego powolnego przebicia opony i problemu z czujnikiem wału napędowego. Końcówka zamieniła się w czterostronny pojedynek obu Toyot, Cadillaca nr 12 i BMW nr 20.
Kluczowe okazały się tempo Kobayashiego, wyprzedzania de Vriesa oraz korzystny moment późnego Full Course Yellow. Kobayashi dowiózł samochód do mety jako pierwszy. Dla Toyoty było to szóste zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Le Mans i pierwsze od 2022 roku.
BMW nr 20 zakończyło wyścig 10,913 s za zwycięzcą. Tak mała różnica po 24 godzinach pokazuje, jak wyrównana stała się obecna generacja Hypercarów. FIA podała również rekordową frekwencję 350 105 widzów na torze.
Wygrana miała znaczenie także dla sezonu WEC. Po Le Mans Toyota awansowała na prowadzenie zarówno w klasyfikacji producentów, jak i kierowców. W tak długim wyścigu zwycięstwo zwykle zależy od unikania strat, lecz tym razem o wyniku zdecydowała również bezpośrednia walka do ostatnich minut.