Bristol Cars wraca do budowy samochodów po 15 latach przerwy, zaczynając od projektu pozostawionego niedokończonego przy upadku firmy w 2011 roku. Nowy właściciel marki postanowił wykorzystać pięć zachowanych, niewykorzystanych podwozi Fightera. Pierwszy samochód został ukończony i pokazany podczas Salon Privé w Blenheim Palace, a cztery pozostałe mają powstać na indywidualne zamówienie klientów.
To nietypowa forma powrotu. Bristol nie tworzy repliki ani klasycznej serii continuation od podstaw. Samochody opierają się na oryginalnych podwoziach, dokumentacji technicznej i częściach przygotowanych dla programu Fightera. Według Autocara będą przechodziły brytyjską procedurę Individual Vehicle Approval i otrzymają oznaczenia odpowiadające okresowi, w którym ich podwozia powstały.
Sam Fighter pozostaje jedną z najbardziej ekscentrycznych brytyjskich konstrukcji początku XXI wieku. Dwumiejscowe coupé z drzwiami unoszonymi do góry wykorzystuje 8,0-litrowe V10 wywodzące się z Dodge'a Vipera. W pierwotnej specyfikacji silnik rozwijał około 532 KM, a w mocniejszej odmianie około 608 KM. Bristol deklarował prędkość maksymalną sięgającą około 338 km/h. Nowe samochody mają zachować ten charakter i być wykańczane ręcznie w Wielkiej Brytanii przy udziale wyspecjalizowanego partnera produkcyjnego.
Za obecnym odrodzeniem stoi Paul King, właściciel i dyrektor Bristol Cars. Do firmy wrócił również Richard Hackett, dawny doradca Tony'ego Crooka, teraz jako przewodniczący. To ważne, bo marka próbuje połączyć nową strukturę właścicielską z ludźmi, którzy znają jej wcześniejszy sposób działania.
Powrót Fightera przypada na 80-lecie pierwszego samochodu Bristol, modelu 400 z 1946 roku. Firma zapowiada, że ukończenie pięciu V10-owych aut jest dopiero początkiem i że w przyszłości pojawią się nowe modele. Na razie skala przedsięwzięcia pozostaje skrajnie mała, ale właśnie dlatego jest ono wiarygodne jako pierwszy krok: Bristol zaczyna od samochodów, których historię może faktycznie dokończyć.